Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 listopada 2014

RECENZJA KSIĄŻKI: Carl-Johan Vallgren - "Człowiek, który zostawił po sobie cień"

Pierwszy kryminał spod ręki Carla-Johana Vallgrena, to mroczna opowieść snująca się jak tytułowy cień pomiędzy ciemnymi sztokholmskimi uliczkami, do których lepiej nie zaglądać po zmroku. Oprócz umieszczenia nieodzownego w takiej powieści wątku kryminalnego, autor porusza także ważne, lecz nierzadko traktowane jak tabu, kwestie; to narkomania, wychodzenie z kompletnego dna i beznadziei oraz tajemnicze zaginięcia ludzi, po których ślad się dosłownie urywa.

W "Człowieku, który zostawił po sobie cień", najważniejszym wątkiem jest zaginięcie 7-letniego Kristoffera Klingberga w czerwcu 1970 roku. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, nic nie zapowiada tragedii, która aż do śmierci będzie spędzać sen z powiek rodziców chłopca. Tego feralnego dnia Kristoffer wraz z ojcem i młodszym bratem śpieszy się do metra na pociąg, który lada chwila ma się pojawić na peronie. Ojciec chłopców jest zły sam na siebie, bo w oczekiwaniu na Kristoffera (którego odbierał z urodzin kolegi) zdążył wypić kilka piw i teraz nie czuł się najlepiej. W pewnym momencie starszy syn prosi, by pozwolił mu zjechać na peron windą, podczas gdy on z młodszym dzieckiem pojadą ruchomymi schodami. W panującym wokół zamęcie ojciec przystaje na propozycję. Prosi Kristoffera, by ten zaczekał na nich na dole. Kiedy jednak zjeżdża z Joelem (drugim synem) na peron, 7-latka nie ma. Zniknął. Rozpłynął się w powietrzu.

Tak oto zaczyna się tragiczna historia rodziny Klingbergów, którzy już zawsze będą cierpieć po utracie syna, wnuka i brata. Vallgren w kolejnych rozdziałach przenosi fabułę do czasów współczesnych, a głównym bohaterem ustanawia Danny'ego Katza - lingwistycznego i komputerowego geniusza, byłego tłumacza w siłach zbrojnych, z mroczną przeszłością. Tak mroczną, że aż dziw bierze, iż udało mu się wykaraskać z bagna, w którym przez lata żył.

Danny Katz to obecnie zwyczajny człowiek, który prowadzi niewielkie biuro tłumaczeń w Sztokholmie. Żyje skromnie i spokojnie, bez szaleństw starcza mu na życie i drobne przyjemności. Burzliwa młodość wciąż jednak daje o sobie znać; nie tak łatwo bowiem zapomnieć kilkanaście lat życia na krawędzi - kradzieży, włamań i uzależnienia od heroiny. Traumatyczne wspomnienia wciąż dają o sobie znać, Katz czasem nawet śni, że znów jest uzależniony od narkotyków.

Równie ważnym bohaterem jest Joel, czyli młodszy z Klingbergów. Katz poznaje go w trakcie nauki w szkole wojskowej. Obaj nastolatkowie z miejsca stają się przyjaciółmi. Po latach ich znajomość jednak zaniknie, a wszystkie wspomnienia wrócą, kiedy Joel Klingberg także zaginie. Wówczas o pomoc Katza prosi żona Klingberga, Angela. Ma nadzieję, że Katz będzie w stanie jej pomóc. Główny bohater chwilę się waha, ostatecznie jednak wyraża zgodę. Odnalezienie Joela (lub przynajmniej jego zwłok) nie będzie jednak łatwe. Katz sam stanie się ofiarą wysoko postawionych ludzi, po których nigdy by się nie spodziewał, że mogą być w tę sprawę zamieszani.

Powieść Vallgrena czyta się szybko i łatwo, choć pod koniec akcja nieco spowalnia, jakby w obawie przed rychłym zakończeniem. Mimo iż przez 3/4 książki bohaterem pierwszoplanowym jest Katz, to później na jego miejsce wskakują także inne osoby. Nie jest to oczywiście złe, bo akcja wciąż pędzi do przodu i logicznie trzyma się faktów, ale jednak wolałbym przez całą książkę mieć do czynienia wyłącznie z samym Katzem.

Carl-Johan Vallgren, wydając "Człowieka, który zostawił po sobie cień", zapowiedział początek serii z Dannym Katzem. W Szwecji wydaje ją pod pseudonimem Lucifer.

Autor: Carl-Johan Vallgren
Tytuł: Człowiek, który zostawił po sobie cień
Wydawca: Amber
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 319

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Amber

wtorek, 12 sierpnia 2014

RECENZJA KSIĄŻKI: James Thompson - "Anioły śniegu"

Nie ma nic dziwniejszego, niż zabrać się za ponury kryminał w środku lata, w piękny i słoneczny dzień. Nie ma też nic dziwniejszego, niż historię dziejącą się zimową porą w przysypanej śniegiem Finlandii czytać w trzydziestostopniowym upale nad morzem. A tak właśnie pochłanianie tej książki wyglądało w moim przypadku.

"Pochłanianie" to w przypadku tej powieści słowo kluczowe. Świetnie się czyta ten debiutancki kryminał Jamesa Thompsona - Amerykanina z urodzenia, który przed 14. laty spakował bagaże i przeniósł się do stolicy Finlandii. Z notki biograficznej zamieszczonej w "Aniołach śniegu" można się dowiedzieć, że Thompson (niestety, już świętej pamięci...) studiował w Finlandii filologię angielską i fińską, a pracował długo m.in. jako barman, sprzedawca numizmatów i żołnierz. I widać wyraźnie, że pisząc "Anioły śniegu" czerpał garściami ze swoich bogatych doświadczeń.

Bohaterem powieści jest Kari Vaara -  fiński inspektor o twardym charakterze i smutną przeszłością. Przed laty bowiem żona zostawiła go dla innego, a jeszcze wcześniej, w dzieciństwie, Vaara był świadkiem śmierci swojej siostry. Do dziś ma z tego powodu traumę, a najgorsze jest to, że nawet własny ojciec posądza go o jej śmierć... Dodatkowo atmosfera niewielkiego miasteczka Kittila, w której mieszka i pracuje Vaara, działa na wszystkich przytłaczająco. Wielkim problemem mieszkańców jest szerzący się alkoholizm oraz sama mieścina, w której przez większą część roku pada śnieg, jest zimno i ciemno. Wyraźnie da się odczuć ową ciężką atmosferę, czytając poczynania inspektora Vaary (powieść napisana jest w pierwszej osobie).

Mundurowy mimo wszystko radzi sobie całkiem nieźle. Ma piękną żonę, Amerykankę, z którą wkrótce spodziewa się dziecka. Dobrze żyje mu się w Kittilii, choć żona, Kate, nie podziela jego entuzjazmu; drażni ją pogoda, panujące obyczaje (z książki można się naprawdę wiele dowiedzieć o mentalności Finów, np. o tym, jak bardzo są małomówni i zamknięci w sobie), i w ogóle najchętniej wróciłaby do rodzinnej Ameryki. Vaara nawet rozważa przeprowadzkę, choć gdy pewnego dnia w sennej Kittillii dochodzi do tragedii, plany zostają przełożone na inną porę.

Dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem (pora ta nazywana jest "Kaamos" - czyli połączenie paraliżującego mrozu i nieustających ciemności) pewien mężczyzna odnajduje zwłoki czarnoskórej kobiety. Szybko okazuje się, że jest nią międzynarodowej sławy somalijska aktorka. Morderstwo jest niezwykle okrutne - Sufii Elmi zabójca m.in. wydłubał oczy, prawdopodobnie także ją zgwałcił. Opisy Thompsona, (szczególnie miejsca zbrodni i kostnicy) są niezwykle plastyczne, więc czytelnicy o słabszych nerwach powinni przygotować się na naprawdę mocne doznania.

Inspektor Vaara krąży, rozmawia, snuje teorie... Kiedy wydaje się, że rozwiązanie jest tuż tuż, okazuje się, że trop był całkowicie błędny. A dochodzi nawet do tego, że oskarżonymi o morderstwo są była żona inspektora oraz jej kochanek, bogaty biznesmen, który lubi korzystać z usług prostytutek. Wychodzi także na jaw nieszczęśliwa historia zamordowanej Sufii Elmi; choć wszystkim wydaje się, że sławna aktorka zarabiała ogromne pieniądze, to prawda jest zgoła inna. Czarnoskóra piękność z Somalii zarabiała na życie jako luksusowa prostytutka, a wszyscy "klienci" traktowali ją jak niepotrzebnego śmiecia...

"Anioły śniegu" to dobry, mroczny kryminał. Fabuła jest dobrze poprowadzona, a zakończenie zaskakujące. Dodatkowo cieszy fakt, że autor poruszył także wątek mentalności Finów, bo w Polsce chyba jednak niewiele o nich wiemy. A mimo względnego spokoju, jaki tam panuje, dramaty ludzkie wszędzie są podobne; a zwłaszcza, gdy codzienna aura za oknem także nie powoduje uśmiechu na ustach...

Pisząc tę recenzję, zrobiłem mały research w Internecie. I natknąłem się na, niestety, smutną informację. Otóż, James Thompson zmarł niespodziewanie 5 dni temu w swoim domu w Lahti. Miał 49 lat. Na razie nie wiadomo, czy jego ostatnia książka pt. "Helsinki Dead" ujrzy światło dzienne.

Autor: James Thompson
Tytuł: Anioły śniegu
Wydawca: Amber
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 335

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Amber