Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja filmu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja filmu. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 października 2014

FILMY: "El Cuerpo", czyli dlaczego nie warto zadzierać z kobietami

Jakoś tak się składa, że dotąd nie byłem fanem hiszpańskich filmów. Głównie dlatego, iż niewiele ich widziałem, bo Polacy raczej o hiszpańskiej kinematografii nie piszą, a stacje telewizyjne wolą emitować po raz tysięczny to samo; po drugie, te, które akurat miałem okazję obejrzeć (a było ich zaledwie kilka) jakoś nieszczególnie do mnie przemawiały, np. dziwaczne "Rec 3: Geneza". Bywa jednak, że najlepsze rzeczy trafiają się przypadkiem lub na "chybił-trafił" i "El Cuerpo" idealnie wpasowuje się w tę teorię.

"El Cuerpo", czyli w polskim tłumaczeniu "Trup", to rozgrywający się współcześnie mroczny kryminał. Wszystko tu dzieje się wśród cieni, mrocznych zaułków i wiecznie padającego deszczu. Na dodatek muzyka, ze szczególnym uwzględnieniem smyczków, sprawia, że włos się jeży na głowie, i nie tylko... Klimat tej produkcji z 2012 roku to coś, co jest największą zaletą filmu.

Głównym bohaterem "El Cuerpo" jest dobiegający 40-stki profesor matematyk, Alejandro "Alex" Ulloa Marcos. Facet ewidentnie przechodzi kryzys wieku średniego, a będąc pół życia pod pantoflem silnej i bogatej żony, dochodzi w końcu do wniosku, że chce coś w swoim życiu zmienić. Grający rolę uczonego hiszpański aktor Hugo Silva stworzył postać tchórzliwego, a czasem wręcz powodującego irytację u widza Alejandra, który - gdyby nie żona - prawdopodobnie w ogóle niczego by w życiu nie osiągnął. Oczywiście, pantoflarzem jest do czasu, kiedy zakochuje się w jednej ze swoich studentek, Carli Miller. Jego żona - Mayka - wkrótce zaczyna się wszystkiego domyślać. I wtedy robi się niebezpiecznie...

Fabuła jest dość prosta, ale zwroty akcji i świetne dialogi powodują, że przez niepełne 2 godziny trudno oderwać wzrok od ekranu. Oto bowiem żona profesora niespodziewanie umiera, a niedługo potem jej ciało... znika z kostnicy. Co się z nim stało? Kto i kiedy je ukradł, a poza tym - co kierowało złodziejem? Na te pytania próbuje odpowiedzieć prywatny detektyw Jaime Pena i jego zespół. Oczywiście na pierwszy ogień biorą oni najbliższą Mayce osobę, czyli Alexa. Mimo to, do końca filmu wydaje się, że sami nie wiedzą, kto dokonał zabójstwa (i czy w ogóle dokonał), ani gdzie jest owo ciało.

Akcja goni akcję, co kilka minut sprawa prezentuje się inaczej, i widz zupełnie nie wie, co jest grane. Między śledztwem pojawiają się retrospekcje Alexa, i jak na dłoni widać, że jego relacje z żoną wcale nie były idealne. Wszyscy tu wydają się kryć jakąś mroczną tajemnicę; nawet detektyw Pena od lata boryka się z traumą, która na zawsze zmieniła jego życie.

"El Cuerpo" to kinowy debiut reżyserski Oriol Paulo, 39-latka urodzonego w Barcelonie. Oglądając film, widać, że reżyser bardzo się przyłożył do swojego pierwszego dzieła, ponieważ brak tu upchniętych na siłę scen, dziwacznych rozwiązań fabularnych czy kiepskiej gry aktorskiej (jak to się często przy debiutach zdarza). Film był nawet nominowany do prestiżowej hiszpańskiej nagrody w 5. kategoriach, lecz statuetkę przyznano mu jedną - za pierwszoplanową rolę profesora Alexa otrzymał ją wspomniany wyżej Hugo Silva. I słusznie, bo gra tu bardzo przekonująco.

Na uwagę zasługuje także znakomicie napisana postać żony profesora - bogatej bizneswoman Mayki. Poczucie humoru tej kobiety sprawia, że z ochotą sam bym ją ukatrupił, dlatego koniecznie polecam ten film, by zrozumieć, o co mi chodzi. Reżyser wodzi widza za nos, sugeruje albo wręcz daje na tacy mordercę, lecz ostatecznie sprawa wygląda zupełnie inaczej, niż się tego ktokolwiek spodziewa... 2-godzinny seans z "El Cuerpo" nie będzie więc czasem straconym, a sam kryminał potwierdza moją tezę, że najlepsze kryminały robią Europejczycy.

niedziela, 24 sierpnia 2014

FILMY: "Wywiad rodzinny", czyli mrok i przygnębienie

Patrząc na francuską kinematografię, jedynymi gatunkami, które (jak dotąd) wydawały mi się interesujące, były komedia i sensacja. No bo któż nie zna kultowej serii "Taxi" czy "13. dzielnicy"? Znają chyba wszyscy... Niemniej jednak oglądam ostatnio bardzo dużo filmów kryminalnych, dlatego nie mogłem zignorować także i francuskich produkcji.

"Wywiad rodzinny" to film, który swoją premierę miał w 2011 roku. Akcja skupia się na Stephane Monnereau (Yvan Attal), który - chcąc odpocząć po stresującym śledztwie jakie niedawno przeprowadzał - zabiera żonę i syna na urlop do górskiej miejscowości położonej niedaleko miejsca ich zamieszkania. Od początku filmu widać wyraźnie, że małżeństwo przeżywa kryzys; Stephane i jego żona Valerie wciąż się kłócą, głównie z winy policjanta, który jest dla kobiety niemiły, a czasami wręcz wydaje się, jakby jej zupełnie nie szanował. Cała urlopowa wyprawa przebiega w nerwowej i przygnębiającej atmosferze, jednak najgorsze jest to, że w trakcie podróży psuje się auto Stephane'a. I od tej chwili wszystko dopiero nabiera rozpędu.

Policjant wyhamowuje gwałtownie na środku drogi, twierdząc, że przed maską auta właśnie przebiegł dzik. Nikt ze współpasażerów nie potwierdza jednak jego zdania. Niestety, auto nie chce ruszyć dalej, dlatego Monnereau'owie oczekują na pomoc, która krótko potem pojawia się w osobie pewnego tubylca-kierowcy.

Nie chcąc zdradzać całej fabuły, pokuszę się tylko o kilka najważniejszych punktów, które pojawiają się w dalszej części filmu. Kierowca jeepa podwozi rodzinę na pobliską stację benzynową. Tam Stephane prosi mechanika o pomoc i obaj mężczyźni oraz syn małżeństwa wracają po zepsute auto. Matka zostaje na stacji, ponieważ w aucie mechanika nie starczyło dla niej miejsca.

Okazuje się, że z autem jest wszystko w porządku. Ojciec i syn wracają po matkę, jednak na miejscu okazuje się, że kobieta po prostu zniknęła. Tak, jakby wsiąkła w ziemię. Nikt nie wie, gdzie jest; pracownica stacji pamięta tylko, że wyszła na zewnątrz... i zniknęła.

Policjanci z pobliskiego komisariatu zaczynają podejrzewać, że zaginięcie kobiety jest sprawką męża. Tutejszy komendant (w tej roli niejaki Pascal Elbe, który wygląda jak starszy brat Snoop Dogga - naprawdę!) nie wierzy w zapewnienia Stephane'a, że nie ma on nic wspólnego z zaginięciem żony. Mimo to, okazuje się, że poszukiwana kobieta skrywała przed policjantem wiele tajemnic i wcale nie była szczęśliwa w tym małżeństwie. Stephane'a wariuje; z jednej strony nie dopuszcza do siebie myśli, że to on mógł być sprawcą tej sytuacji, z drugiej zaczyna się zastanawiać, czy był aż tak beznadziejny, że żona postanowiła opuścić i jego, i ich kilkuletniego syna.

Film "Wywiad rodzinny" jest mroczny i do końca trzyma w napięciu. Choć zakończenie nie jest szczególnie zaskakujące (a przynajmniej ukazane jest w sposób, który ni ziębi ni grzeje), to warto go obejrzeć, choćby dla bardzo dobrych ról głównego bohatera oraz komendanta miejscowej policji; Elbe, jak się wydaje, miał zagrać drugoplanową rolę, a w kilku miejscach ukradł rolę pierwszoplanowemu koledze. Co ciekawe, scenarzysta filmu Mancuso, to były policjant, i pisząc scenariusz, korzystał z doświadczeń jakie nabył, pracując niegdyś w policji.